14 października 2019

Doświadczona finansistka i seryjny przedsiębiorca. Połączenie umysłu rozsądnego inwestora i duszy ciekawskiego dziecka. Posiada ogromną wiedzę często z dziedzin nieznanych zwykłym śmiertelnikom. W adventoor.com odpowiedzialna za strategię i finansowanie. Kocha morze, żeglowanie i nurkowanie. Niepoprawna optymistka.

Blog pisany w podróży pozwala uchwycić prawdziwe emocje – wywiad

Swoje wpisy na bloga wrzucali z malezyjskiej dżungli, z namiotu na pustyni, spod chilijskich wulkanów czy z kazachskiej jurty. Doświadczenia podróżnicze Sabiny i Piotra – twórców bloga W podróży. Od czasu do czasu – są imponujące. Nam opowiadają o planowaniu, o przygodach podczas aktywnych wyjazdów i o tym, jak blogować w podróży.

Widok na Annapurnę w Himalajach

Na blogu opisujecie swoje liczne wycieczki górskie. Jak rozpoczęła się Wasza przygoda z aktywnym podróżowaniem?

Trudno stwierdzić, jak to się zaczęło – bo w sumie do dziś wydaje nam się, że wolimy się lenić, niż coś robić aktywnie, ale podróż jakoś na to nie pozwala 😉  Przez długi czas obiecywaliśmy sobie, że „tym razem jedziemy wypocząć”, tylko to nigdy nie wychodziło (nawet na słynącym z relaksu Cyprze znaleźliśmy fajne trasy trekkingowe). Teraz przestaliśmy się już oszukiwać. Wychodzimy z założenia, że wyspać się i odpocząć to można w domu, a urlopu nie ma za wiele, więc trzeba wykorzystać każdy dzień (czytaj: styrać się, jakby nie było jutra). A gdzie można to lepiej osiągnąć niż w górach?

Czy jesteście typem budżetowych podróżników, czy pozwalacie sobie na wyższe koszty i większą wygodę podczas wyjazdów?

Zawsze da się podróżować taniej i zawsze można drożej. Nikt nie sponsoruje naszych podróży, więc oczywiście mocno pilnujemy budżetu. Nie lubimy wydawać dużych pieniędzy na nocleg, więc zazwyczaj śpimy w tanich hotelach lub kwaterach prywatnych za grosze. Najbardziej lubimy spać w namiocie z dala od cywilizacji, bo jest pięknie i za darmo.

Ale w podróżach nie chodzi wyłącznie o to, żeby było jak najtaniej, tylko żeby coś przeżyć. Uwielbiamy Oman, Chile czy Islandię za to, że większość atrakcji przyrodniczych jest bezpłatna, niemniej jednak nie skąpimy grosza, gdy coś jest tego warte. Przy Wodospadach Wiktorii wąż w kieszeni dostał zawału (wiza do Zambii i Zimbabwe, lot helikopterem nad Zambezi), ale widoki były tego warte, a wspomnienia zostaną z nami już do końca, więc nie żałujemy absolutnie.

Zambezi – widoki nie do zapomnienia!

Jeśli chodzi o transport, to fajnie załapać się na stopa, albo zapłacić niewiele jadąc lokalnym autobusem. Są jednak takie kraje, gdzie transport lokalny kuleje i bez wynajęcia samochodu nie zobaczylibyśmy wiele. W Namibii, Kazachstanie czy Australii nie bylibyśmy w stanie pokonać dużych odległości w relatywnie krótkim czasie, więc inwestycja w wynajem kampera lub jeepa była jedynym rozsądnym rozwiązaniem, choć niewątpliwie kosztownym. Jeśli mamy auto, to zawsze pamiętamy o tych, którzy są w potrzebie i zabieramy autostopowiczów (lokalnych mieszkańców lub turystów).

Ważniejsze od tego, ile wydajemy, jest dla nas to, do kogo trafią wydane przez nas pieniądze. Dużo przyjemniej wiedzieć, że pójdą bezpośrednio do gospodarzy oferujących nocleg, niż do korporacji zarządzającej dużym hotelem. Fajniej, gdy pieniądze trafiają do ulicznego sprzedawcy miejscowych przysmaków, niż do właściciela światowej sieci barów. Nie pozwalamy też, żeby ktoś za nasze pieniądze wykorzystywał lub męczył zwierzęta.

Sabina – jak piszecie na blogu, to Ty odrabiasz zadanie domowe i szukasz „co-gdzie-jak” Jakie są Twoje sposoby na organizację kluczowych rzeczy podczas podróży?

Najważniejsze, to uświadomić sobie, że nie da się zobaczyć całego kraju w kilka tygodni, a potem już jest z górki 😉 Uwielbiam czytać blogi i reportaże z podróży – to one mnie inspirują najbardziej. Powoli kreślę rzeczy, które warto zrobić i zobaczyć. Potem zawężam obszar tylko do jakiegoś regionu i drążę – czym się poruszać, gdzie spać, jakie są ceny, jakie pułapki mogą się czaić na turystów. Oglądam mapy, przeczesuję fora. Natomiast nigdy nie czytam przewodników, bo zazwyczaj skupiają się one na wytworach ludzkiej kultury, a nie na naturze, a w dodatku pewne informacje szybko się przeterminowują.

Są takie kraje, jak np. Namibia, gdzie transport i niektóre noclegi trzeba rezerwować wiele miesięcy wcześniej, ale na szczęście większość jest takich, gdzie można jechać na totalnym spontanie – wtedy sama droga i bieżące wydarzenia decydują, co i kiedy robimy.

Rapa Nui

Piotr – Ty z kolei odpowiadasz za wszelkiego typu techniczne sprawy. Jakie masz doświadczenia z dostępem do internetu w różnych częściach świata? Czy obecnie łatwo jest być online, gdziekolwiek na świecie jesteśmy, czy w niektórych miejscach wciąż jest z tym problem?

Kiedyś, żeby mieć internet trzeba było polować na hot spoty np. w kafejkach, barach czy miejskich bibliotekach, bo nie zawsze był dostępny w hostelach. Dzisiaj jest już praktycznie wszędzie, czy to w wynajętym pokoiku w zapadłej wiosce, czy poprzez zasięg lokalnych sieci komórkowych (wystarczy kupić SIM). Taki znak czasów – śpisz w namiocie, nie masz prądu, nie masz wody, ale „necik” jest. Choć oczywiście nadal są takie miejsca na pustyni, w stepie, czy w górach, gdzie nie ma żadnej sieci. Wtedy tylko my napawamy się widokami i błogim odosobnieniem, a nasi czytelnicy muszą poczekać.

Jakie są Wasze doświadczenia z pisaniem bloga w podróży? Jak ogarniacie to wszystko organizacyjnie i czy pamiętacie jakieś ciekawe miejsce, z którego powstawały wpisy?

Piszemy bloga w podróży, a nie po powrocie do domu, bo chcemy zachować autentyczne emocje i chwytać prawdziwe chwile, a wydaje nam się, że po kilku tygodniach, czy miesiącach to wszystko by się zatarło. Wymaga to od nas pewnej dyscypliny, bo po bardzo aktywnym dniu, czasem ciężko się zabrać do pisania i zrzucania zdjęć (o ich jakiejkolwiek obróbce nie ma już mowy, ale to tez jest częścią autentyczności, która jest ważna dla nas i naszych czytelników).

A więc skąd nadawaliśmy? Z australijskiego interioru, małej chatki w malezyjskiej dżungli, z obskurnego lankijskiego baru pełnego mrówek i karaluchów, z najwyższego budynku świata, z namiotu na pustyni Wahiba Sands, z pokoiku w Nepalu, w którym hulał himalajski wiatr, spod chilijskich wulkanów, z terenówki na najstarszej pustyni świata, z domku wypasaczy owiec na Cyprze, spod największego lodowca Europy, z kazachskiej jurty, kostarykańskiego lasu deszczowego, z najwyżej położonej wiosce w Gruzji, a także z wielu stolic, lotnisk i dworców autobusowych.

Które miejsce na świecie, jak dotychczas, zachwyciło Was najbardziej?

Są takie miejsca, które zna się z książek, telewizji, czy internetu i kiedy się je widzi w realu, to aż trudno w to uwierzyć. Tak było np. z Rapa Nui, zwaną też Wyspą Wielkanocną. Kiedy stanęliśmy oko w oko z posągami Moai, to po prostu nas zamurowało! Tak samo, kiedy jadąc przez serce Australii zaczęliśmy się zbliżać do Uluru. Strasznie dziwne uczucie! Nie dość, że sama góra jest zachwycająca, to jeszcze świadomość, że zaraz postawimy stopę w miejscu oglądanym za dzieciaka w jakiejś książce zapierało dech.

Są też punkty na mapie, o których wcześniej za wiele nie wiedzieliśmy, ale powaliły nas na kolana, np. Laguna Colorada w Boliwii. Była „po drodze” na Salar de Uyuni, ale wygrała z solniskiem pod względem widoków, bo takiej przestrzeni i takiego różu nie widzieliśmy nigdzie indziej. Nie chcemy też do końca zdradzać niektórych zachwycających miejsc, bo są położone poza typowym szlakiem, nie ma tam w ogóle ludzi i chcielibyśmy, żeby tak zostało.

Zbliżając się do Uluru…

Jak dotychczas, która wycieczka lub który konkretny szlak okazały się dla Was najbardziej wymagające?

Jeśli chodzi o zmęczenie fizyczne to dla mnie (Sabiny) to był 4-dniowy trek na Poon Hill w Himalajach. Złapała mnie wtedy gorączka i biegunka, więc nie były to dobre okoliczności do wędrowania. Ale nie po to jechałam do Nepalu, żeby leżeć w łóżku, więc faszerowałam się lekami z podręcznej apteczki i zupą czosnkową w każdym guesthousie, dzięki czemu dałam radę zobaczyć upragnione ośmiotysięczniki.

W styczniu tego roku wybraliśmy się do Panamy i postanowiliśmy zdobyć jej najwyższy szczyt – wulkan Barú (3475m n.p.m.). Niestety, tym razem wejście dało mocno popalić Piotrowi. Noc poprzedzająca trekking była słabo przespana (w autobusie), a następna to już wyjście na szlak, no i zupełny brak aklimatyzacji. Popełniliśmy chyba wszystkie kardynalne błędy! Do wysokości 3000m n.p.m. Piotr jakoś się trzymał, ale potem zaczęły się bóle głowy i wymioty. Mimo tego, koniecznie chciał zobaczyć świt ze szczytu. Małymi kroczkami jakoś się wczołgał, a widoki na Pacyfik i Karaiby wynagrodziły wszystko.

Laguna Colorada

Jakie są Wasze największe podróżnicze marzenia – miejsce do odwiedzenia, szlak do pokonania, itd.?

Nie lubimy nazywać tego marzeniami, bo marzenia to coś bardzo nieuchwytnego – mamy plany. Na pewno, po odwiedzeniu sześciu kontynentów zapaliła nam się lampka pt. „siódmy kontynent”. Nie wiemy jeszcze skąd wytrzaśniemy na to kasę, ale musimy odwiedzić Antarktydę! Poza tym, myślimy o jakimś dłuższym treku przez Grenlandię i Patagonię. Ta ostatnia chodzi za nami bardzo długo i intensywnie, więc pojechanie tam jest już tylko kwestią znalezienia połączenia lotniczego w odpowiedniej cenie (może uda się załapać na jakiś błąd cenowy?). A najlepsze jest to, że my wcale nie jesteśmy zimnolubni. Dlaczego zatem takie cele? Wygląda na to, że dla dobrego szlaku porzucimy komfort i znów będziemy szczęśliwi, gdy się utyramy, wymrozimy i dostaniemy w kość.

Jaka historia stoi za Waszym przeuroczym logo – czerwoną walizką?

Na początku naszym logo była po prostu czerwona walizka (wiadomo – kojarzy się z podróżami), ale pewnego dnia dzięki wyobraźni Piotra dostała nóżek, rączek i ożyła. 😀 Ożyła do tego stopnia, że ma swoje przygody w paskach komiksowych i konto na Instagramie. A w wersji 3D jeździ z nami w podróże od czasu do czasu. Ostatnio, nasz mały, czerwony przyjaciel stał się sławny i viralem obiegł internety, pokazując, co mieści się w głowach wielu miłośników gór. Mamy tylko nadzieję, że sodówka nie uderzy mu do głowy i nie pojedzie w świat bez nas.

Chcesz otrzymywać informacje o wywiadach z inspirującymi podróżnikami i sportowcami?

Polub profil adventoor na Facebooku!

Ostatnie artykuły

fot. Tomasz Michalski

Roztocze - kraina dziewiczej przyrody

Roztocze to kraina zachwycająca dziewiczą przyrodą. Ukryte w lasach jeziora i spokojne, malownicze rzeki pozwalają zapomnieć o zgiełku codzienności i oddychać pełną piersią.

"Od pierwszego nurkowania wiedziałam, że z tym sportem zwiążę się na dobre" – wywiad z Honoratą Kacprzak

Honorata Kacprzak zrezygnowała z dobrze płatnej pracy w korporacji i poświęciła swoje życie zawodowe nurkowaniu – swojej wieloletniej pasji. Jako zawodowy nurek (a dokładniej: SSI Extended Range Trimix Instructor #81594) osiągnęła wiele – i, jak twierdzi, nie było dotychczas ani jednego dnia, w którym żałowałaby swojej decyzji o podążaniu za głosem serca. Przeczytajcie inspirujący wywiad z Honoratą!

Widok na Annapurnę w Himalajach

Blog pisany w podróży pozwala uchwycić prawdziwe emocje - wywiad

Swoje wpisy na bloga wrzucali z malezyjskiej dżungli, z namiotu na pustyni, spod chilijskich wulkanów czy z kazachskiej jurty. Doświadczenia podróżnicze Sabiny i Piotra – twórców bloga Podróże. Od czasu do czasu – są imponujące. Nam opowiadają o planowaniu, o przygodach podczas aktywnych wyjazdów i o tym, jak blogować w podróży.